Nocny eksperyment, czyli o wegaństwie słów parę (Audio)

A co tam, jednak wrzucę tutaj to nagranie po raz drugi. I po raz również drugi życzę dużo śmiechu. Moje dalekie od ideału wykonanie „Walca szczęścia” (Audio)

Ooo nie, Cooo tooo jeest! :D Wykopalisko 9: Pisanie rozprawek

Pisanie rozprawek to coś, co raczej mija się z celem.
To zajęcie jest bezsensowne. Osobiście skłaniam
się ku stwierdzeniu, że wynalazł to jakiś wredny nauczyciel, który chciał
się wykazać wyjątkową złośliwością. Bo przecież to nie ma
sensu. Jeśli ktoś chce naprawdę dojść do jakichś wniosków, które będą budujące i sensowne, to nie używając
tych wszystkich napęczniałych zwrotów w rodzaju:
"jestem skłonny przychylić się ku stwierdzeniu" albo "za argument popierający te stwierdzenia podam"
też uda mu się to napisać. Wystarczyłoby, na dobrą sprawę, wziąć
dużą kartkę, niechby i formatu A3 i zrobić na górze tytuł,
a poniżej kolumny: "problem", "za", "przeciw" i "wnioski". PO co się tak męczyć z tymi
bzdurami? Przecież to ma mniej więcej tyle sensu, co używanie
papieru toaletowego w kwiatki. I tak się niedługo na to popatrzy, a wrażeń estetycznych
przynosi jeszcze mniej niż ten wyżej wymieniony papier.
Dlatego właśnie stwierdzam, że pisanie rozprawek nie ma żadnego sensu.
Całe szczęście, że to krótka forma literacka. Z drugiej strony niestety, nic na to nie poradzę.
W szkole każą mi pisać te głupoty i muszę wysilać mózg, a i tak się nie mieszczę w tych idiotycznych sztywnych formach.

Wykopalisko 8: Czy warto jest mieć swoje zdanie na każdy temat?

Otworzyłam sobie folder o dumnie brzmiącej nazwie "Rozprawki". No cóż, chyba trochę zbyt dumnie jak na jego zawArtość, ktrej próbkę Wam oto przedstawiam. Tak, to miała być rozprawka szanowni państwo, taka prawdziwa, z gatunku tych, które pisze się w szkole, ale stworzona dla przyjemności. A ja się dziwiłam, że pani od polskiego zawsze goniła mnie za potoczny styl!

Czy warto jest mieć swoje
zdanie na każdy temat?

Są ludzie, którzy we wszystkim chcą być podobni
do innych. Nawet jeśli myślą inaczej niż ci
ludzie, to i tak robią to samo, co oni, bo boją się,
że w innym wypadku nie zostaną zaakceptowani.
Czasem jest to nawet przydatne. Dla świętego spokoju
można tak robić od czasu do czasu, ale nie każdy
tak ma. Są ludzie, którzy w kadej sytuacji
i na każdy temat lubią mieć swoje własne indywidualne poglądy.
Bywa, że jest to bardzo denerwujące, bo te poglądy
są niekiedy całkiem niedorzeczne. A zatem
czy warto być takim człowiekiem?
Ludzie, którzy w
każdej kwestii mają odmienne poglądy są denerwujący. Kiedy ktoś
powie na przykład "kupiłem sobie cudowny telewizor"
a ten ktoś, kto się z nim nie zgadza odpowie mu "a ile kosztował?
A jesteś pewien, że cię było stać? A tak w zasadzie to
ma nieładny kształt głośnika i nie jest taki znowu cudowny wiesz?"
TO już wtedy nie jest temu komuś szczególnie miło.
Z drugiej strony konformizm też nie popłaca. Gdyby na
przykład ktoś chciał grupę ludzi wprowadzać w błąd, opowiadałby
im jakieś bzdury, a jedna czy dwie osoby zgadzałyby
się i były w tym bardzo sugestywne, to reszta,
jeśli by się nie postawiła, mogłaby zostać oszukana. Niestety,
tak to właśnie działa, że ktoś tam powie "wiecie, jest cudownie!
Może i on opowiada pierdoły, ale wiecie co za to dostaniemy? Hurra!" Wtedy reszta
jakoś tak się zaczyna przekonywać. A gdyby nawet
znalazł się ktoś, kto powiedziałby ""Ale ty ględzisz! Przecież nic z tego
nie będzie" to zostanie zakrzyczany, a inni tylko sami się jeszcze
bardziej upewnią, że tak ma być.
Z drugiej strony jeśli ktoś ma na każdy temat odmienne od innych zdanie, to po prostu w końcu ludzie
z nim nie wytrzymują.
Indywidualne poglądy na różne sprawy przydają się, kiedy
na przykład odbywa się dyskusja. Wtedy można omawiać wybrany temat i
nikt na nikogo nie powinien się o to złościć. Zresztą w żadnej
sytuacji nie powinno się w zasadzie w ten sposób reagować
na czyjeś odmienne zdanie. Wyjątkiem są może chwile, w których
ludzie obwiniają kogoś niewinnego albo chcą zrobić coś złego.
Wniosek z tego jest taki,
że warto mieć swoje zdanie, ale trzeba
dobrze wiedzieć i rozumieć, o czym się chce
mówić. Nie warto zgadzać się z kimś tylko dlatego,
że się go lubi. Jeśli ktoś nie będzie szanował naszego zdania, to lepiej może się w ogóle nie odzywać.
Mieć innego niż reszta zdania na każdy temat też nie ma po co,
bo to nie byłoby wcale lepsze, niż zgadzanie się ze wszystkim, co ktoś powie, chociaż tak naprawdę nie myślimy.

Jedyny upominek z projektu, w którym brałam udział zeszłej jesieni, jaki chciałam zachować (Audio)

Ulubieniec Kasiatarzyny – zapraszam na sesję lewousznej mrukoterapii (Audio na słuchawki)

Międzynarodówka na nietypowo (Audio)

Morskie organy w Zadarze (Audio)

ICC

Napiszę krótko, bo nie ma się nad czym rozwodzić: byłam na ICC. Czym jest ICC założę się możecie przeczytać choćby u Jamajki, no i oczywiście o tym, jak tam było również. Powtarzam więc, nie będę się nad tym roztwierać. Powiem tylko tyle, że było super. A żarełko jakie dobre! Tylko wyspać się nie szło, bo na śniadanie trzeba było iść o 7.30, a koniec wszystkich zajęć był o 21, a przecież pointegrować się było też trzeba, to gdzie tu o śnie by kto myślał?! To na tyle jak chodzi o moje wrażenia… No dobra, nie na tyle, ale to już chyba kwestia na inny raz. Teraz i tutaj mam zamiar napisać raczej o pamiątkach, które przywiozłam, i którymi mam się zamiar z Wami podzielić. Pierwsza z nich, czyli "Ja też mam "Wlazł kotka"" jest już na blogu. Jest to po prostu zapis mojej jak widać dość udanej próby nauczenia obcokrajowców na jam session grania tej radośnie przez Dawida i innych wykorzystywanej pioseneczki. Podśpiewuję ja, gra… No nie wiem jak się gość nazywa, ale z tego co wiem jest z Japonii. Następne wpisy to będą jak sądzę:
Cykady, pojedynczo i w grupowo, które jakoś mi się w końcu udało nagrać, choć brzmią inaczej niż w rzeczywistości niestety. Tych wpisów lepiej słuchać na słuchawkach. A może tylko jednego wpisu, po co w sumie Was zawalać takimi pierdołami za wiele?
Nagranie części piosenki, którą graliśy również na jam session.
Morskie organy w Zadarze. Bardzo ciekawa konstrukcja. Jeśli dobrze pamiętam to po prostu cóś betonowego w morzu przy brzegu, co kiedy fale w to wpływają i zmieniają ciśnienie, wydaje dźwięk, którego nie chcielibyście usłyszeć w środku nocy.
Jeśli nie zrobi tego Jamajka, to chyba wrzucę też nagranie chóru, na który natknęliśmy się na jakimś takim placu/rynku, wracając do hostelu po 21, czyli kiedy już było ciemno. I nie wiem, może jeszcze coś tam mam, ale nie pamiętam co. Jeśli coś ponadto się znajdzie, to w pierwszym komentarzu najwyżej dam opis.
A, zapomniałam napisać wcześniej, więc zmodyfikuję wpis i dodam, że przepraszam za jakość i tło, ale po prostu nagrywanie Iphoniaczem innych skutków nie daje, a nic lepszego najzwyczajniej nie posiadam.

Ja też mam „Wlazł kotka” (Audio)